Aktualności

20221229_132612

Rozmawiamy z dr. Sebastianem Surendrą, językoznawcą, autorem książek o poprawnej polszczyźnie, słowników i poradników. 

Język nazywa świat, ale też go kształtuje. Ta wzajemna zależność jest znana i jej fenomen wciąż stanowi przedmiot badań językoznawców i filozofów – na ile jedno wpływa na drugi? Na ile język kształtuje nasz świat, a na ile nasz świat ma wpływ na ostateczny kształt języka?

Nie sposób określić tego procentowo. Humanistyki, w tym językoznawstwa, nie można zamknąć w tabeli w Excelu i wybrać formuły do podliczenia. Dla jednych to piętno nauk humanistycznych, dla innych – piękno. Należę do tej drugiej grupy (uśmiech).

Nie mogę podać Pani Doktor twardych danych, bo takowych w wymiarze, o który Pani pyta, nie ma. Na przykładzie pandemii COVID-19 wskażę przykładowe obszary tych oddziaływań, a także potencjalne problemy z nimi związane.

Pandemia wywarła gigantyczny wpływ na najróżniejsze sfery życia – oczywiście na język także. Takie słowa, jak koronawirus, pandemia, maseczka nie powstały w 2022 r., ale ich frekwencyjność wzrosła w niebywałym tempie. Nie chodzi zresztą tylko o same liczby. Wielu użytkowników języka poznało znaczenie koronawirusa – wcześniej tego wyrazu używali w zasadzie wyłącznie przedstawiciele świata medycyny. Na szeroką skalę zadomowiły się w polszczyźnie takie słowa z języka angielskiego, jak home office (praca wykonywana w domu) czy lockdown. To było i doświadczanie nowych zjawisk, i używanie nowych pojęć.

Z pandemią kojarzy się także wyraz antyszczepionkowiec. To moim zdaniem niezwykle ciekawe słowo w świetle strategii komunikacyjnej części dziennikarzy i polityków w okresie pandemii (znów: słowo istniało wcześniej, ale skala użycia od 2020 r. jest nieporównywalna z wcześniejszymi latami). Media głównego nurtu przyjęły za cel promocję programu szczepień przeciw COVID-19. W tym nie ma niczego złego. Problem polegał na tym, że robiono to absolutnie w najgorszy możliwy sposób – zamiast inteligentnej perswazji stosowano głównie propagandę. Wyznawców teorii spiskowych wierzących w to, że Bill Gates wszczepia chipy do szczepionek albo że tajna grupa Bilderberg stworzyła „plandemię”  i szczepionki do depopulacji świata, łączono z osobami, które obawiały się szczepień antycovidowych ze względu na ryzyko skutków ubocznych czy które z uwagi na niski stopień śmiertelności spowodowanej SARS-CoV-2 w stosunku do wcześniejszych epidemii i pandemii miały wątpliwości co do sensu tego akurat szczepienia. Irracjonaliści przeciwni każdemu szczepieniu to jedna grupa, osoby poddające się wszystkim możliwym szczepieniom – druga, a ludzie co do zasady popierający szczepienia, ale sceptyczni wobec tego konkretnego – trzecia. Nie można ich umieszczać w jednym zbiorze, bo daje to fałszywy obraz rzeczywistości, stygmatyzuje człowieka.

Śledziłem, zwłaszcza w TVN24, ten przekaz i nie mogłem uwierzyć, że jej autorzy nie widzieli przeciwskuteczności tej formy (a o tym, że nie była skuteczna, świadczy nieimponująca liczba zaszczepionych Polaków). Na skuteczność programu szczepień nie wpływają oczywiście tylko media, ale mają one wiele do powiedzenia.

A co o antyszczepionkowcach mówią słowniki języka polskiego? Trzy przykłady. Słownik języka polskiego PWN podaje, że antyszczepionkowiec to: „pot. osoba przeciwna szczepieniom”[1]. Według Wielkiego słownika języka polskiego to „ pot. osoba, która uważa, że szczepienia ochronne są niepotrzebne i szkodliwe”[2]. Dobry słownik wskazuje zaś, że to „to osoba zwalczająca obowiązkowość szczepień przeciwko chorobom zakaźnym, niekiedy podważająca sens szczepień, wskazująca na powikłania wywoływane przez szczepionki; słowo zwykle nacechowane negatywnie”[3]. Tylko ostatnia definicja jest właściwie skonstruowana, pokazująca wieloaspektowość omawianego słowa. Jeden na słownik na trzy to skuteczność poniżej rzutu monetą. Językoznawcy, jak widać, też mają problem z adekwatnością pojęć.

Wpływ na umysły i sposób postrzegania świata ma niewątpliwie telewizja. Przekaz dziennikarski stanowi jeden ze sposobów modelownia świadomości społecznej. Może właśnie dlatego na przełomie roku 2023/24 trwa taka walka o media zwane publicznymi?

Faktycznie, telewizja stanowi dla Polaków podstawowe źródło informacji z kraju i ze świata, W badaniu CBOS-u z 2023 r.[4] (nowszego od tego czasu nie było) prawie połowa respondentów (49%) wskazała to medium jako najważniejsze źródło informacji. Drugie miejsce zajął internet – 37%. Radio wskazało 6% badanych, a prasę – zaledwie 1%. Telewizja trzyma się więc mocno? I tak, i nie. Z badania wynika, że w grupie 18–44 lata wygrywa internet. Wśród ankietowanych mających 18–24 lata telewizję wskazało tylko 9% osób, zaś wśród respondentów powyżej 65. roku życia – aż 83%. Uderzające jest porównanie z badaniem z 2017 r. – wtedy telewizja była głównym źródłem informacji dla 64% ankietowanych, a internet – tylko dla 21%.

Widać zatem jasno, że za kilka lat internet wyprzedzi telewizję. Nie zmienia to dwóch kwestii: tego, że w 2024 r. palmę pierwszeństwa dzierżyć będzie telewizja, i tego, że jeszcze przez lata telewizja będzie oglądana przez miliony Polaków.

Wielu naszych rodaków ze względu na środki finansowe (przede wszystkim), jak i techniczne ma dostęp do niewielkiej liczby kanałów telewizyjnych. Telewizja publiczna jest zawsze wśród nich. Politycy o tym wiedzą i także dlatego spór o media publiczne jest tak ostry.

Chcę jednak mocno podkreślić, że tak jak wpływ telewizji publicznej na świadomość społeczną i polityczną w różnych kwestiach jest niemały, tak w żaden sposób bym nie go absolutyzował. Sięgnijmy wstecz – do lat 90. i następnych dekad (czyli mówimy o czasach, gdy telewizję oglądało więcej osób niż obecnie i dla większej liczby odbiorców była ona najważniejszym medium). Telewizją publiczną zarządzało w tym czasie wiele osób kojarzonych z poszczególnymi opcjami politycznego sporu. Zdarzało się, że polityczna koalicja rządząca krajem miała znaczące wpływy w mediach publicznych. Czy to przekładało się na wynik wyborów? Niespecjalnie, bo w historii III RP wyjątkiem, a nie regułą jest utrzymanie władzy przez dane stronnictwo.

Telewizję w latach 2015–2023 trudno nazwać publiczną. Poziom partyjnej propagandy przekraczał wszelkie granice, mowa nienawiści wobec osób nieheteronormatywnych czy uchodźców wylewała się z ekranu niczym szambo. To trzeba krytykować, a zło nazywać złem. Warto też jednak zauważyć, że pomimo takiego, a nie innego przekazu w tej telewizji dokonała się zmiana władzy w Polsce. Inna kwestia: TVP przez osiem lat prezentowała treści ultrakonserwatywno-katolickie. Czy Polacy stali się bardziej konserwatywni? Nie, Polska się systematycznie liberalizuje i bardzo szybko laicyzuje. Telewizja, każda, wywiera zatem pewien wpływ na swoich odbiorców – to może być nawet duży wpływ, ale… w ramach określonej bańki.

Nie zmienia to faktu, że telewizja publiczna powinna przedstawiać różne punkty widzenia, bo – w przeciwieństwie do stacji prywatnych – utrzymywana jest przez wszystkich podatników.

Zapowiadając główny program informacyjny w TVP, Marek Czyż powiedział, że przedstawiana będzie fotografia kraju i świata, nie obraz. Po owocach ich poznamy.

Telewizja BBC uchodzi za jedną z bardziej obiektywnych telewizji informacyjnych. Słuchając ich przekazu, od razu zauważa się skupienie na faktach, a nie na opisywaniu, wyjaśnianiu, dookreślaniu tych faktów poprzez wyrażenia wartościujące i oceniające. A w naszych telewizjach jest dokładnie odwrotnie – sporo mamy w przekazie dziennikarskim przymiotników, wyrażeń wartościujących, co nie daje przestrzeni myślowej odbiorcy, nie pozwolą na samodzielne interpretowanie rzeczywistości. Dlaczego tak się dzieje, polski odbiorca uznawany jest za niezdolnego do samodzielnego myślenia i wnioskowania?

Rzeczywiście BBC uchodzi za jedną z najbardziej obiektywnych telewizji. Dla wielu stacji telewizyjnych na całym świecie może być wzorem. Warto też jednak zauważyć, że BBC nie jest bezkrytycznie odbierana przez samych Brytyjczyków. Niektórzy zarzucają jej przedstawianie rzeczywistości oczami elit, a nie przeciętnego człowieka. Dla części konserwatystów BBC jest zbyt liberalna. Pisze o tym ciekawie Jakub Majmurek[5]. W Wielkiej Brytanii zresztą zaufanie do mediów nie jest duże (co stanowi światowy trend, a tendencja wciąż jest spadkowa). Instytut Reutera ds. Badań nad Dziennikarstwem wraz z Uniwersytetem Oksfordzkim zbadał w 2022 r. zaufanie do mediów w 46 państwach. Badanie pokazało, że w Wielkiej Brytanii ufa mediom tylko 36% obywateli. Dla porównania dwóch biegunów: w Finlandii to 65%, a w USA – 29%. Nic Newman, główny autor badania, tak skomentował jego rezultaty: „Te wyniki stanowią wyjątkowe wyzwanie dla branży informacyjnej. Tematy, które dziennikarze uważają za najważniejsze, takie jak kryzysy polityczne, konflikty międzynarodowe i pandemia, wydają się być dokładnie tymi, które zniechęcają niektórych ludzi”[6]. Pandemię zastąpmy dowolnym problemem i widać, że te słowa w 2024 r. są tak samo aktualne. To potężne wyzwanie dla wszystkich osób zarządzających mediami, nie tylko telewizją. Oczywiście wyzwanie dla tych, dla których jakość i zaufanie mają znaczenie, a którzy nie są uzależnieni od klikalności.

A co do drugiej części Pani pytania: mnie też razi jednostronne pokazywanie świata. I wiele innych osób również. Tyle że pokaźne grono takiego przekazu oczekuje. Niuansowanie wymaga skupienia, refleksji, skonfrontowania się z innym poglądem. Wiele osób tego nie chce. Wiele razy słyszałem w różnych programach telewizyjnych czy czytałem w internecie słowa typu: „lubię cię, bo się ze mną zgadzasz”. Spijanie sobie z dzióbków – poziom mistrzowski (śmiech). To nie rozwija, to zwija. Ale jest faktem.

To nie jest zresztą tylko polska specyfika. Nawet w utrwalonych demokracjach, np. w USA, w Europie Zachodniej, różne populizmy i radykalizmy mają się co najmniej dobrze. Trump, Le Pen, Wilders – i przykłady można mnożyć. Wygrywali wybory albo byli/ są tego blisko. Dlaczego o nich wspominam w kontekście odbiorców mediów? Bo ci ludzie nie wybrali się sami. Ich radykalny, zero-jedynkowy przekaz trafia do wielu osób. Ci ludzie takich właśnie treści szukają w mediach.

Problem z samodzielnym myśleniem jest więc transgraniczny. Gorzej – to pandemia bezrefleksyjności. W żaden sposób nie twierdzę, że media mają temu ulegać, wręcz przeciwnie.

Ale problem istnieje, bo nie ma mediów bez odbiorców.  Gdzie te granice stawiać – ooo, to temat na oddzielną rozmowę (uśmiech).

Tradycyjnie wybierane jest słowo roku. W poprzednich edycjach tego konkursu pojawiły się takie wyrażenia: koronawirus, szczepionka, pandemia, suweren, a teraz wskazuje się na kohabitację albo sztuczną inteligencję. Jaki byłby Pana wybór na słowo roku 2023?

Tłuste koty. Dla istoty Pani pytania nie ma to, jak sądzę, znaczenia, ale z językoznawczego obowiązku muszę doprecyzować: to związek frazeologiczny, nie słowo.

Zanim uzasadnię swój wybór, wyjaśnię znaczenie tego frazeologizmu. Nie mam wątpliwości, że jest on znany wielu osobom, ale przyjmuję też, że nie każdy musiał o nim słyszeć. Wielki słownik języka polskiego podaje, że tłusty kot to „pejorat.  osoba albo instytucja bardzo bogata, o której się sądzi, że swoje wysokie dochody osiągnęła kosztem innych”[7]. Tłuste koty nie urodziły się wczoraj, nie mają też polskich korzeni. Jest to bowiem kalka angielskiego idiomu fat cats. Język żyje, ewaluowały także te specyficzne koty. Pierwszy raz użył tego frazeologizmu amerykański dziennikarz Frank R. Kent w 1928 r. Nazwał tak zamożne osoby, które po odniesieniu biznesowych sukcesów chciały w biznesie i poszukują nowych wrażeń – chcą, za pomocą swych pieniędzy, wpływać na życie publiczne, na politykę państwa. W latach 80. w Wielkiej Brytanii tłustymi kotami zaczęto nazywać świetnie zarabiających menedżerów, którzy mieli się doskonale, choć nie zawsze to samo można było powiedzieć o kierowanych przez nich przedsiębiorstwach. Szczególnie negatywnego wydźwięku tłuste koty nabrały w trakcie ogólnoświatowego kryzysu gospodarczego z 2008 r. Określano tak finansistów, którzy doprowadzili zarządzane podmioty banki do upadku, a mimo to otrzymywali ogromne premie. Tłusty kot zatem żyje w luksusie, ma liczne przywileje (nieproporcjonalnie duże w stosunku do osiągnięć), jest całkowicie oderwany od realiów życia przeciętnego człowieka.

W Polsce tego związku frazeologicznego ponad dekadę temu użyli m.in. Janusz Palikot i Beata Kempa. Co ważne, chodziło im nie o finansistów, ale – przede wszystkim – o osoby, które z klucza partyjnego zajmują różne stanowiska np. w spółkach Skarbu Państwa. Dorota Połowniak-Wawrzonek i Agnieszka Rosińska-Mamej w bardzo ciekawym artykule naukowym[8] twierdzą, że właśnie wskutek sejmowego wystąpienia Kempy z 2012 r. tłuste koty weszły do języka Polaków. Nie potwierdzam, nie zaprzeczam. Na pewno za to ten frazeologizm pojawił się w organizowanym przez tygodnik „Polityka” konkursie na hasło 2015 r. Przy czym: ani tłuste koty nie wygrały, ani nie otrzymały wielu głosów.

Tyle o historii pojęcia. A dlaczego to mój kandydat na słowo roku 2023? Bo tłuste koty odegrały bardzo istotną rolę w najważniejszym chyba wydarzeniu zeszłego roku w Polsce, czyli w wyborach parlamentarnych i ich rezultatach.

Powodów, dla których tak ogromna liczba Polaków wzięła udział w wyborach, jest oczywiście wiele. Figura tłustego kota jest wśród nich.  Potwierdza to zresztą polityk z partii, która straciła władzę. Po wyborach Michał Dworczyk przyznał: „tłuste koty to jeden z tych błędów, których nie udało się uniknąć”[9]

„Pisowskie tłuste koty” były w kampanii jedną z najczęstszych modyfikacji kanonicznej formy tego związku frazeologicznego. Politycy Prawa i Sprawiedliwości chcieli narzucić społeczeństwu inną narrację. Czynili to na dwa sposoby. Pierwszym było przekonywanie o niebywałych kompetencjach i osiągnięciach osób wskazywania przez tę partię do zarządzania różnymi instytucjami. Czyli: nie ma żadnych tłustych kotów, są właściwi ludzie na właściwym miejscu. Druga narracja: „drogi wyborco, a zapomniałeś o tłustych kotach w czasach rządów PO, SLD itd.?”. Tyle że niezależne media (czyli media niezależne od państwowych pieniędzy) pokazywały skalę upartyjnienia państwa w latach 2015–2023. Warto też pamiętać, że część społeczeństwa z uwagi na swój PESEL nie zna tak naprawdę innych rządów niż te Zjednoczonej Prawicy. Siłą rzeczy oceniali zatem to, co widzą, nie dokonywali porównań z poprzednią dekadą.

Ciekawe badania sukcesów populistów prowadzili Przemysław Sadura i Sławomir Sierakowski. Wskazali na zjawisko cynizmu wyborców. Jednym z jego wymiarów jest „przymykanie oka na patologie władzy, o ile tylko ta »odpłaca się« za poparcie. Mówiąc kolokwialnie: „kradnie, ale przynajmniej się dzieli «”[10]. Gdy jednak w wyniku galopującej inflacji transfery socjalne stały się mniej odczuwalne, to owe patologie, takie jak tłuste koty, bardziej kłują w oczy.

Szymon Hołownia podczas telewizyjnej debaty powiedział pamiętne słowa: „tłuste koty z PiS-u, pakujcie kuwety”. Hołownia wypadł w tej debacie znakomicie, z pewnością dzięki temu występowi Trzecia Droga odniosła tak duży sukces wyborczy. Bon mot o tłustych kotach miał duże oddziaływanie w internecie. To, jak duże znaczenie mają takie rzeczy, jest jasne.

Coś chyba w tym jest, że historia powtarza się jako farsa: króla Popiela zjadły myszy, a prezes Kaczyński stracił władzę m.in. wskutek rozpasania kotów, które w tłustości swej przekroczyły zdrowe proporcje (śmiech).

Dziękuję za rozmowę.

Pytania zadawała P.M. Wiśniewska. 

[1] https://sjp.pwn.pl/sjp/antyszczepionkowiec;9285681.html [14.01.2024].

[2] https://wsjp.pl/haslo/podglad/100711/antyszczepionkowiec [14.01.2024].

[3] https://dobryslownik.pl/slowo/antyszczepionkowiec/223795/ [14.01.2024].

[4] CBOS, Źródła informacji o wydarzeniach w kraju i na świecie, https://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2023/K_068_23.PDF [25.11.2023].

[5] J. Majmurek, BBC jak TVP? Brytyjski nadawca publiczny ma poważne kłopoty, https://www.newsweek.pl/swiat/bbc-jak-tvp-brytyjski-nadawca-publiczny-ma-powazne-klopoty/666dshd [8.01.2024].

[6] Spada zaufanie do mediów. 38 proc. ludzi unika czytania i oglądania wiadomości [BADANIE], https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/swiat/artykuly/8463100,zaufanie-do-mediow-polityka-covid-badanie-reuter-oksford.html [10.01.2024].

[7] https://wsjp.pl/haslo/podglad/92734/tlusty-kot [14.01.2024].

[8] D. Połowniak-Wawrzonek, A. Rosińska-Mamej, Tłuste koty na złotych spadochronach – o pewnym frazeologizmie wywodzącym się z języka polityki i o jego modyfikacjach, „Respectus Philologicus” 2020, nr 38, s. 101–116, https://www.zurnalai.vu.lt/respectus-philologicus/article/view/16710/19770 [26.11.2023].

[9] „Tłuste koty” w PiS? Dworczyk: nie udało się tego uniknąć, https://wiadomosci.onet.pl/kraj/tluste-koty-w-pis-michal-dworczyk-nie-udalo-sie-tego-uniknac/hn4qkf3 [6.01.2024].

[10] P. Sadura, S. Sierakowski, Opozycja może przegrać z samą sobą, https://krytykapolityczna.pl/kraj/sadura-sierakowski-opozycja-moze-przegrac-z-sama-soba/ [25.10.2023].