„Myślenie twórcze musi umieć być niepokorne i drapieżne, wdzięczne i niezależne, zdolne uczyć się od najlepszych, ale świadome piętrzących się trudności i przeszkód.”
Lech Witkowski – profesor filozofii edukacji, filozofii kultury i epistemologii.
Małgorzata Talarczyk
Potencjalny kierunek rozwoju psychoterapii – intuicja, marzenie czy „mrzonki”?
„Mrzonki” w cudzysłowie, bo moim przewidywaniem rozwoju psychoterapii jakiś czas temu nieśmiało podzieliłam się w mediach społecznościowych. Ktoś wówczas napisał w komentarzu „na szczęście to tylko mrzonki”, ktoś inny napisał polemikę – choć nie odnoszącą się wprost do mojego tekstu, zarzucając tym przewidywaniom „medykalizację psychoterapii”. Te przykłady pokazują reakcje części psychoterapeutów na ewentualny potencjalny kierunek rozwoju psychoterapii jako metody leczenia. Rozumiem te obawy i sprzeciw, bo to w pewnym sensie „rewolucja” w myśleniu o psychoterapii, mimo to te zmiany już się toczą w ewolucyjny sposób. Przewiduję, że będzie to proces zmian, podobnie jak procesem jest psychoterapia. Ale to tylko moje przewidywania, którymi się dzielę, a nie obowiązujący „program” rozwoju psychoterapii, więc mogę się mylić.
Skąd takie przewidywania?
Z dwóch obszarów: z obserwacji i z praktyki. Obserwacja pokazuje, że węższe specjalizacje w świadczeniu psychoterapii rozwijają się już od dawna, począwszy od terapii uzależnień, która wymaga specjalistycznej wiedzy i podejścia, przez psychoterapię osób chorujących onkologicznie, która prowadzona jest przez psychoterapeutów specjalizujących się w tej pracy, po psychoterapię zaburzeń osobowości, w ramach której pomocy udzielają nie tylko indywidualni psychoterapeuci, ale też ośrodki specjalizujące się w pracy z osobami z zaburzeniami osobowości. Tak więc ten kierunek rozwoju psychoterapii już się toczy. Natomiast obszar moich doświadczeń dotyczy pytań zadawanych przez rodziców, którzy szukają terapeuty specjalizującego się w leczeniu zaburzenia, na które choruje ich córka czy syn. Wybór terapeuty zawsze należy do pacjenta lub w przypadku pacjentów dziecięco-młodzieżowych do opiekunów prawnych, którzy, jak można się domyślać, będą skłonni wybrać terapeutę posiadającego doświadczenie w leczeniu konkretnego zaburzenia.
Medycyna szybko się rozwija, a lekarze coraz bardziej szczegółowo i wąsko specjalizują się. Na przykład w dziedzinie, jaką jest ortopedia, są lekarze specjalizujący się w chorobach ręki, stopy czy kolana. Podobnie jest w innych specjalizacjach medycznych. Dlaczego więc psychoterapia jako specjalizacja w ochronie zdrowia miałaby pozostać poza obszarem podobnego kierunku rozwoju?
Medykalizacja czy specjalistyczne leczenie psychoterapeutyczne?
Czy można porównać psychoterapię do leczenia medycznego, w którym lekarz stosowałby pewien określony zakres metod leczenia wobec wszystkich pacjentów, niezależnie od dolegliwości lub chorób, z jakimi się zgłaszają? A z drugiej strony – porównać do sytuacji, w której lekarz specjalizujący się w leczeniu pacjentów z określonymi chorobami, dobiera do nich odpowiednie metody leczenia?
Czy takie porównania są medykalizacją psychoterapii?
Czy porównywanie różnych sposobów leczenia przy założeniu, że psychoterapia jest metodą leczenia, wpisuje się w medykalizację psychoterapii?
Czy uwzględnianie przez terapeutę rozpoznania medycznego (bez ignorowania go), z jakim pacjent zgłasza się na psychoterapię, jest medykalizacją psychoterapii czy profesjonalnym traktowaniem pacjenta?
A gdy pacjent rozpoczyna proces psychoterapii lub jest w jego trakcie i zgłasza złe samopoczucie czy dolegliwości, to zaproponowanie, a czasami przekonanie pacjenta, do konsultacji lekarskiej lub/i skierowanie na diagnozę psychologiczną – jest medykalizacją psychopsychoterapii czy przejawem kompetencji i odpowiedzialności psychoterapeuty?
Rozwój psychoterapii w kierunku specjalizowania się terapeutów w leczeniu określonych zaburzeń psychicznych byłby dla praktykującego psychoterapeuty bezcennym źródłem zdobywania i wzbogacania doświadczenia.
Ale to jest moje zdanie – terapeutki w myśleniu o człowieku i jego zaburzeniach czy problemach odwołującej się do nurtu systemowego, a w leczeniu pacjentów korzystającej także z metod innych nurtów, gdy jest taka potrzeba. Bo chcę przypomnieć, że psychoterapia nurty i metody są dla pacjenta, a nie odwrotnie, czyli nie pacjent ma być dostosowany do nurtu czy metody. Dodam też, że ortodoksyjne dostosowywanie leczenia pacjentów do konkretnego nurtu od dawna budzi moje wątpliwości.
Przewidywania i refleksje
Przewidywania i refleksje, którymi się dzielę, wynikają m.in. z mojego wieloletniego terapeutycznego doświadczenia. Choć przewiduję, że ewentualne zmiany kierunku rozwoju psychoterapii nie będą kwestią kilku najbliższych lat, może dekady czy dwóch. Natomiast sądzę, że kierunek rozwoju psychoterapii polegający na coraz większej specjalizacji pracy terapeutów jest bardzo prawdopodobny i przebiegać będzie równolegle z rozwojem poszczególnych metod i nurtów.
Zdaję sobie sprawę, że myślenie o takim kierunku rozwoju psychoterapii może budzić opór części psychoterapeutów, natomiast jednocześnie będzie zadowalać wielu pacjentów. Bo trudno sobie wyobrazić, że pacjenci nie będą szukać czy preferować psychoterapeutów specjalizujących się w leczeniu zaburzenia, z jakim się zmagają. Prawdopodobnie zadowoleni będą też lekarze psychiatrzy kierujący swoich pacjentów do terapeuty, który posiada szczególne kompetencje w leczeniu określonego zaburzenia. I jeszcze raz podkreślę, że nie upatruję w tym medykalizacji psychoterapii, ale jej rozwój w kierunku szczególnych kompetencji terapeuty, który pracując metodami jednego czy dwóch nurtów, w których jest wykształcony, może być wyjątkowo efektywny w stosowaniu psychoterapii jako metody leczenia. Byłby to też rozwój psychoterapii podążający w tym samym kierunku co rozwój medycyny, której badania coraz dokładniej i szerzej wskazują udział czynników biologicznych w rozwoju różnych zaburzeń psychicznych. A trudno by każdy psychoterapeuta posiadał szczegółową i wyczerpującą wiedzę na temat każdego zaburzenia.
Podsumowując
Psychoterapia jako metoda leczenia jest i pozostanie pracą z człowiekiem, a nie z jego zaburzeniem. Ale sądzę, że nauka i sztuka leczenia za pomocą psychoterapii, wymaga łączenia i elastyczności. Łączenia współczesnej wiedzy z tradycją i filozofią poszczególnych nurtów uznanych za skuteczne w leczeniu w oparciu o badania lub za efektywne w oparciu o udokumentowaną praktykę kliniczną i terapeutyczną. Natomiast sztuka elastyczności polega na dostosowywaniu metod leczenia do potrzeb indywidualnego pacjenta, co wymaga uznania wyższości tych potrzeb nad ortodoksyjnym stosowaniem metod konkretnego nurtu. A to z kolei wiąże się z alternatywą: albo przekierowania pacjenta do innego terapeuty specjalizującego się w leczeniu osób z danym zaburzeniem, albo z wyboru korzystania w pracy terapeutycznej z założeń teoretycznych oraz metod innego podejścia niż to, w którym terapeuta na co dzień pracuje. Dzieląc się refleksjami na temat wartości psychoterapeutycznego leczenia, w kontekście tak często teraz powtarzanego przez terapeutów – dobra pacjenta, skonstatuję, że psychoterapeuta oraz psychoterapia, jej nurty i metody są dla pacjenta, a nie metaforycznie rzecz ujmując – odwrotnie.
Kończąc, a jednocześnie nawiązując do początku – tytułu felietonu, chcę uspokoić psychoterapeutów niechętnych specjalistycznemu kierunkowi rozwoju psychoterapii, a jednocześnie zmartwić pacjentów poszukujących terapeutów specjalizujących się w leczeniu określonych zaburzeń, że przewidywany przeze mnie kierunek może nastąpić nieprędko albo może się okazać, że nie nastąpi w ogóle i okaże się nie tyle intuicją czy marzeniem, co mrzonką.
Małgorzata Talarczyk
www.system-terapia.pl
