Co mówią słowa? Kiedy oceniają i dewaluują? Jak wiele zależy od kontekstu. I które określenia bywają utopią?
* Tekst napisałam 3 lata temu (23.07.2022) dzieląc się refleksjami. Trzy lata temu byliśmy w innej sytuacji politycznej w naszym kraju, inna była też sytuacja na świecie. A refleksje odnoszą się do tego co wówczas było ważne, ale to o czym napisałam, moim zdaniem, nie jest przeterminowane, tym bardziej, że nie wiadomo czy sytuacja po wyborach prezydenckich, nie cofnie nas do tamtych czasów (jak dużo „nie” w tym zdaniu). Nie piszę wprost o polityce, choć jak wiadomo polityka jest wszędzie, w każdej dziedzinie naszego życia, nawet w misce ryżu. Tekst nie jest krótki (to chyba lepiej brzmi niż, że jest długi), więc dla zainteresowanych i wytrwałych.
RÓŻNICE
Dlaczego ludzie nie czytają literatury i może poezji?
Jako odpowiedź proponuję trzy hipotezy:
- Bo nie lubią czytać. Nie lubią i już. Wolą oglądać, rozmawiać, działać.
- Czytają, ale nie literaturę piękną czy poezję, ale publikacje specjalistyczne, fachowe, na inne nie starcza czasu, sił lub zainteresowania. Tu osobom z wykształceniem humanistycznym mało kto dorówna. A inne obszary wiedzy, poza literaturą, nie są tak popularne społecznie i medialnie.
- Nie czytają, bo mają trudność w rozumieniu złożonego tekstu. Tu warto zdawać sobie sprawę, że czytanie to nie tylko chęć, motywacja, wybór i wrażliwość, a czasem też wytrwałość, czytanie to także kondycja intelektualna. Tak łatwo pomija się ten fakt (jakby to był nietakt), choć nie jest to ani dyskryminacja, ani segregacja, ani „klasizm”, ani tym bardziej niczyja wina czy odpowiedzialność.
Żeby mieć określone kompetencje, trzeba mieć odpowiednie możliwości intelektualne, a te nie wszyscy mają takie same i warto to uwzględniać.
Dodam, że piszę o tym z dużą ostrożnością, bo z jednej strony te różnice są oczywiste, a z drugiej, temat wydaje się delikatny. Zbyt wiele widziałam ludzkiego cierpienia (w tym depresji, samookaleczeń, prób samobójczych) z powodu wymagania czy oczekiwania, by ktoś (zwykle dziecko lub nastolatek) rozumiał coś, co przekracza jego intelektualne możliwości, czy miał robić coś, co przekracza jego kompetencje. Czasami rodzicom, którzy mają zbyt wysokie oczekiwania wobec swoich dzieci, mówię, żeby sobie wyobrazili, że mają nauczyć się tańczyć „Jezioro łabędzie” albo zaśpiewać arię operową, albo matenatkę w chińskim języku. Dla niektórych rodziców dopiero wtedy staje się jasne, jakie ich wymagania mogą trudne i traumatyczne dla dzieci.
Choć nie znaczy to, że ci o wysokich możliwościach intelektualnych i z wyższym wykształceniem zawsze po książki z tzw. wyższej półki sięgają.
I tak jak czytający mogliby dać spokój nieczytającym, tak nieczytający mogliby się powstrzymać od krytykowania autorów i ich książek.
Bo i tak jak jedni wolą makaron, a inni kaszę (o ryżu na wstępie wspomniałam, nasączył już polityczną konotacją). Jedni wolą łyżwy, inni narty, a jeszcze inni pływanie, albo żartowanie, że ze sportu to tylko szachy.
A może dajmy sobie wzajemnie spokój i okażmy tolerancję dla własnych wyborów poza tymi, które naruszają prawo czy etykę, dyskryminują itp. Choć to obecnie trudne, bo od kilku lat od górnie jesteśmy sortowani i dzieleni, dewaluowane są autorytety, więc dla bezpieczeństwa zamykamy się w swoich szczelnych bańkach. To że ludzie się dobierają i grupują wedle poglądów, zainteresowań czy pasji jest zupełnie naturalne, tylko marzą mi się ażurowe bańki. Takie, w których mając odmienne poglądy na różne sprawy i tematy, nie atakujemy się personalnie, nie dewaluujemy tego, co ktoś woli. Coraz trudniej jest nam przyjąć, że możemy pozostawać przy odrębnym zdaniu i szanować wzajemnie, jedzący mięso z wegetarianami, wierzący z ateistami.
POLARYZACJA
Niestety okazuje się, że niemal wszystko nas polaryzuje: bo poza polityką (gdzie podziały są najbardziej naturalne) antagonizują nas także np. filmy (były boje na słowa po filmie „Tylko nie patrz w górę”), kłótnie o to, czy Enio Moricone był dobrym kompozytorem, a ostatnio wybuchł konflikt prawie narodowy po dwóch słowach („idiota” i „strzechy”) Olgi Tokarczuk. Ten ostatni przykład nadal wywołuje żywe dyskusje i budzi kontrowersje, bo jednych te słowa obrażają, innych oburzają, jeszcze inni widzą w nich niezręczność, jednym się podobają, inni są za nie wdzięczni, bo dotykają tego, co przemilczane, choć są też tacy, którzy w słowach Noblistki widzą „klasizm”. Ale jak pokazuje przytoczony na wstępie przykład z życia wzięty, „klasizm” można dostrzegać wszędzie. Choć nasuwa się też pytanie, czy zjawisko zwane klasizmen, ma zawsze wektor tylko w jedną stronę? Czy nie są słownie atakowani ci, którzy są postrzegani jako tzw. „grupa uprzywilejowana” (cokolwiek to znaczy) I tzw. elity.
ELITY
Jedni chcieli nowe elity „preparować”, innych samo słowo „elita” obraża i drażni, a elity były są i będą… motorem postępu. Elity są w każdym obszarze: intelektualnymi, biznesowym, sportowym, hodowlanym, kolekcjonerskim, itp. A egalitarność jest wszędzie. I może to się nie podobać, można nazywać to „klasizmem”, ale równości (intelektualnej, wrażliwości, zdolności, sportowej, artystycznej itp.) między ludźmi nie ma i nie będzie. Na szczęście.
Olga Tokarczuk nie jest elitą w gronie fizyków, pianistów czy neurochirurgów.
Za to elitą w swojej branży jest mój znajomy pan szklarz, który różnicuje odcienie kolorów (elita w męskim gronie), zna i lubi filmy (z którym rozmawiałam o filmach Almodovara), jest wyjątkowo kreatywny, słowny, rzetelny i punktualny w swojej pracy. Choć z racji branży nie ma wpływu na kształtowanie świadomości społeczeństwa, jaki może mieć literatura, o ile się z niej korzysta, ale jest kreatorem i wykonawcą zmian, nie tylko w moim domu. Dla mnie jest elitą w branży, w której pracuje.
TOLERANCJA
A wracając do tolerancji wobec cudzych wyborów i preferencji, to ma ona też swoje granice. Niech sobie ludzie czytają co chcą lub nie czytają, słuchają Martyniuka czy Mozarta, oglądają kreskówki czy kryminały, ale przy tym nie naruszają ciszy nocnej i miru domowego, a co ważniejsze, nie krzywdzą żony, dziecka czy zwierząt.
Jest jeszcze jeden obszar, który innym trudno akceptować czy tolerować, to niszczenie naszego wspólnego domu wielorodzinnego, czyli bezczeszczenie planety. Bo to tak jakby w jednym budynku zamieszkałym przez wielu ludzi, jedni o niego dbali, a drudzy niszczyli i dewastowali: obijali ściany, marnotrawili wodę, wzniecali ogień, rozrzucali śmieci, na to zgody mieszkańców domu nie ma. Jest więc potrzebna przestrzeń tolerancji na czyjeś indywidualne wybory i brak tolerancji na niszczenie, krzywdzenie, bezczeszczenie.
IDEALIZM?
Czy bez marzeń i idealistycznych pragnień, byłyby loty w kosmos, rozwój technologii, nauki, sztuki czy literatury?
dr Małgorzata Talarczyk
